Negatywne spostrzeganie kryzysu jest skłonnością chyba powszechną i typowo ludzką. Upragnionym przez większość jest stan względnego spokoju i niezmienności. Dążymy do tego. Dorastamy, znajdujemy pracę, kształcimy się i zdobywamy doświadczenie, zakładamy rodzinę. Kryzys w tym scenariuszu jest najbardziej niepożądanym aktem. Czymś co jedynie komplikuje i niszczy.
Moje diametralnie inne stanowisko wywodzi się od teorii prof. Kazimierza Dąbrowskiego i razem z nim mogę napisać „reprezentujemy odmienny punkt widzenia uważając, że dezintegracja jest ogólnie biorąc pozytywnym procesem rozwojowym”. Brak kryzysów możemy postrzegać jako objaw jedynie niepokojący. Wyraz zastoju, pustyni psychicznej i braku osobistego rozwoju. Nie jest możliwym przejść przez życie nie doświadczając kryzysów. Ich stała obecność w całym procesie rozwojowym człowieka wynika z samej natury tego procesu. Rozwój bowiem odbywa się etapowo, w kierunku od dołu do góry, a nie jak widzi to wielu do tej pory – w linii prostej jako przemijające stadia rozwojowe od niemowlęctwa do okresu starości.
Kryzys siłą napędową do własnego rozwoju
Wierzę, że rozwój człowieka odbywa się po ruchu spiralnym, a siłą napędową ku górze tego rozwoju są kryzysy. Żyjemy na poziomie „zero” będącym integracją prymitywną, czyli „spoistą strukturą działających automatycznie impulsów i popędów, którym inteligencja jest podporządkowana”. Integracja taka jest ucieleśnieniem zintrojektowanych postaw, sztywnego myślenia, błędów poznawczych i stereotypów, automatyzmów instynktownych. Zintrojektowaną postawą może być przyjęty od rodziców system wartości, który tak naprawdę nie jest nasz. Przyjęliśmy go „bo tak zostaliśmy wychowani”. Sztywne myślenie może objawiać się szeregiem podważających przekonań na nasz temat np. nie zasługuję na szczęście w życiu, muszę pójść na kompromisy (gorsza praca, nieatrakcyjny mąż, zaborcza żona itp.) gdyż nie jestem wart tego o czym tak naprawdę marzę. Automatyzmem instynktownym może być silne dążenie do bycia z kimś, z kimkolwiek, byle nie być samemu.
Człowiek w swojej naturze nosi motyw społeczny jakim jest dążenie do bliskości i unikanie stanów samotności. Każdy się jednak zgodzi, że czym innym jest kontrolowany przez samoświadomość wybór partnera, a czym innym desperacka próba wejścia w związek, a jeszcze czym innym burzliwy irracjonalny romans. Podkreślić tu należy rolę inteligencji, rozumianej jako pewna świadoma kontrola. W swojej definicji integracji prymitywnej Dąbrowski podkreśla, że takiej inteligencji tutaj nie ma. Pełni ona jedynie rolę instrumentalną wobec prymitywnych potrzeb. Odpowiada za równie prymitywną adaptację do rzeczywistości. Na poziomie wyjściowym więcej działamy niż myślimy. Osiągamy sukcesy, znajdujemy pasję, przeżywamy intymność w romantycznych relacjach. Jednakże w działaniu tym nie ma większej refleksji. Ona nadejdzie z czasem jako efekt koncentracji na wewnętrznym życiu psychicznym. Ludzie o pierwotnej integracji osobowości „nie przeżywają konfliktów wewnętrznych, nie ma w ich strukturze sprzeczności popędów i działania, chwiejności uczuć, popadają jedynie w konflikty zewnętrzne ze swoim otoczeniem”.
Konflikt wewnętrzny oznaką zbliżającego się kryzysu
Wymienione wyżej zjawiska tworzą podstawową, pierwotną strukturę naszej osobowości. Determinują w ten sposób wybory życiowe, decyzje, zachowania. Stan taki trwa do pierwszego poważnego kryzysu. A kryzys musi nadejść, jest cechą immanentną procesu rozwojowego. Dlaczego? Ponieważ w miarę postępującego życia coraz bardziej dociera do nas świadomość, jak bardzo życie to nie jest naszym własnym życiem. Do jakiego stopnia jest ono wyznaczone przez stare kompleksy, dziecięce lęki, niechciane kompromisy.
Świadomość własnego niezadowolenia jest początkiem wyjścia i impulsem do dalszego rozwoju. Ludzie dążą do tego, aby być jak najbardziej szczęśliwi. Pod tym względem wszyscy jesteśmy egoistami. Moment, w którym dociera do nas, że obecne szczęście wcale nie jest szczęściem, albo że jego perspektywa znacznie się oddala, motywuje nas do jakiejś zmiany. W tym kluczowym momencie, pojawia się konflikt – zwiastun kryzysu. Pewna niespójność wewnętrzna powoduje, że struktura, którą do tej pory mieliśmy, która wydawała się jakąś zintegrowaną całością, zaczyna się chwiać i przysłowiowo „pękać w szwach”. Teraz, od tego jak potraktujemy konflikt wewnętrzny i pierwsze oznaki zbliżającego się kryzysu, zależy nasza przyszłość. Brzmi to podniośle, pompatycznie wręcz, jednakże tak rzeczywiście jest.
Czym grozi zignorowanie, że coś w Twoim życiu „nie gra?”
Zainicjowany konflikt można zignorować, stłumić czy całkowicie wyprzeć, w nadziei, że przejdzie i wszystko wróci do normalności. Rzeczywiście wiele osób postępuje w taki oto sposób i po krótkim okresie względnego niepokoju powraca na „stare tory”. Jakby nazwał to Dąbrowski – powraca do postawy prymitywnej adaptacji. Jakie są tego konsekwencje? Ludzie tacy, pozostający na poziomie zintegrowania pierwotnego, nie potrafią ani modyfikować swojego otoczenia, ani nie są zdolni do zmiany swojej postawy.
Winą za nieprzyjemny stan rzeczy, obarczają rodziców, partnera, własne dzieci, pecha życiowego. Ujmując prościej, po wyjątkowym momencie, w którym dotarła do nas brutalna prawda – że nie jesteśmy zadowoleni ze swojego życia, rezygnujemy z tej wiedzy. Przerażeni, że zmiany które nadchodzą, spowodują utratę choćby tego, co udało się już osiągnąć. Być może praca jest beznadziejna i niesatysfakcjonująca, ale jest. Pojawia się tu od razu szereg gotowych racjonalizacji mających na celu nas usprawiedliwić przed nami samymi, typu: w dzisiejszych niespokojnych czasach stała praca to skarb itd. Być może związek, w którym jestem czyni mnie głęboko nieszczęśliwą, ale przynajmniej kogoś mam. Widzę po innych koleżankach, że mogłam trafić gorzej. Ten mój to przynajmniej nie pije… Po krótkim brutalnym przejaśnieniu w postaci nieuniknionej konfrontacji, wybieram na powrót te nieszczęśliwe życie. Kupuje tak jakby kolejne miesiące czy nawet lata względnego spokoju własnym głęboko ukrywanym nieszczęściem.
Kryzys to czas, aby życiem kierować bardziej świadomie
Ale możemy też wejść w pełni świadomi w rozpoczynający się kryzys. Co to oznacza? Odrzucenie przede wszystkim zaprzeczania. Tak, świat zaczyna mi się walić! Tak, nie wiem co aktualnie się dzieje i co będzie jutro! Jeszcze wczoraj miałem „niby” szczęśliwą rodzinę a dziś jesteśmy w separacji. Miałem niepociągającą spokojną pracę, a dziś nie mogę w niej wytrzymać! Jeszcze do wczoraj nie irytowało mnie w domu takie a takie zachowania, a dziś jestem gotowa z niego wyjść, byle nie brać w tym udziału i na to nie patrzeć! Żona, do której niezaradności i niezdrowej posłuszności się przez te lata przyzwyczaiłem, zaczyna mi przeszkadzać, że myślę o rozwodzie! Straszne rzeczy, straszne perspektywy: zerwać z kimś długoletnią relację, myśleć w ten sposób o partnerce, stracić pracę.
Zachęcam Państwa do innego spojrzenia na to co się właśnie wydarza. Kryzys, który się zaczyna jest pochodną wieloletniego życia na poziomie integracji pierwotnej. Nareszcie rzeczywistość stała się tak straszna, że nie można jej już więcej ignorować. A jest niezaprzeczalnie straszna, bo rozdzierająca serce jest świadomość, że poświęcaliśmy wiele lat na związek, który tak naprawdę nie przyniósł nikomu szczęścia. Tak samo przykra jest świadomość, że praca, którą należało zmienić dziesięć lat temu, pochłonęła nasze najbardziej produktywne lata. Ale uważam jednocześnie, że w tym krytycznym czasie przebrzmiewa nadzieja. To czas najwyższy dokonać zmian w swoim życiu. Zacząć nim kierować bardziej świadomie. Aby to zrobić, należy nie unikać kryzysu, ale się mu poddać całkowicie. Nie oznacza to przyjęcia postawy rezygnacyjnej i bezradnej, a jedynie rezygnację z postawy obronnej. Wiedzieć, że jest się nieszczęśliwym w życiu to rzecz straszna, ale jednocześnie oczyszczająca i dająca nadzieję na lepsze, zdrowsze jutro.