Kryzys niezaprzeczalnie generuje ciąg wysoce nieprzyjemnych skojarzeń takich jak chaos, niepewność, brak znaczenia, pomieszanie. W tym krytycznym czasie nie wiemy co się tak naprawdę dzieje i nie wiemy co się wydarzy. To przede wszystkim nieprzewidywalność chwili obecnej i konsekwencji tej chwili.
Często do opisu przeżywania kryzysu, używa się metafory spadania. Czujemy się unieruchomieni, a wszystko wokół „leci na łeb na szyję” jak to mówią. W stanie panicznego bezruchu obserwujemy, jak życie przetacza się przed naszymi oczami. Zachodzą zmiany bez naszego udziału, niejako wymuszone. Ostatnim na co mamy ochotę to zastanowienie się, dlaczego do tego doszło? Dlaczego akurat teraz? Ja z kolei, nie tylko zadaję pytanie „dlaczego?” ale uważam jednocześnie, że trzeba też zadać inne kluczowe pytanie – „po co?”. Po co ten kryzys? Do czego może doprowadzić?
Czy kryzys jest potrzebny?
Za Dąbrowskim przyjmuję pogląd, że „każde zjawisko ludzkie ma swoje poziomy”. Co to znaczy? Zachowanie, postawa, reakcja, wypowiedź, jednym słowem wszystko co składa się na naszą osobowość, można sklasyfikować jako znajdujące się na niższym bądź wyższym poziomie. Czym innym jest paniczny lęk, który dzielimy ze światem zwierzęcym, motywujący do reakcji ucieczki, a czym innym jest neurotyczny lęk egzystencjalny przed brakiem sensu. Czym innym jest świadomy akt seksualny z partnerem, którego kochamy i cenimy, a czym innym akt wyzbycia się napięcia seksualnego z ledwo poznaną osobą, bez względu na konsekwencje, bez troski o drugiego w tym akcie. „Nawet w takim zjawisku jak śmiech możemy wyraźnie odróżnić śmiech brutalny od uśmiechu pełnego troski, zrozumienia i wnikliwości”.[1]
Każde „zjawisko ludzkie” można więc ocenić jako mniej lub bardziej świadome, autonomiczne, kontrolowalne i przemyślane. Jakoś w naturze ludzkiej zapisana jest skłonność do dążenia „w górę”. Oczywistym wydaje się nam, że to co autonomiczne i świadome, jest bardziej atrakcyjne. Z jakiś niewyjaśnionych również przyczyn, ludzie kierujący się racjonalnym myśleniem, stabilni psychicznie i głęboko zintegrowani, są dla innych społecznie pociągający. Lubimy towarzystwo takich ludzi, lubimy być w ich otoczeniu, imponują nam. Jednakże integracja wewnętrzna pozostaje takim samym „zjawiskiem ludzkim” jak wspomniany już śmiech, seks czy lęk – mianowicie, może być na niskim bądź wysokim poziomie.
W kryzysie można rozpocząć nową jakość w życiu
Integracja pierwotna, tzw. „poziom zero” jest zespołem „prymitywnych popędów z inteligencją w funkcji podrzędnej” posługując się językiem Dąbrowskiego. Możesz przeczytać o tym również tutaj. Opis taki nasuwa skojarzenie z życiem instynktownym na wzór niemalże zwierzęcy. Jednakże rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Prymitywna integracja skupia strukturę osobowości wokół tych najbardziej podstawowych potrzeb jak dążenie do kontaktu z innymi, potrzeba bliskości, szacunku, przynależności do większej społeczności. Zaspokajamy te potrzeby w taki sposób w jaki umiemy, czasem bez większego zastanowienia, bez chwili refleksji. Wybieramy czując presję czasu i kierując się dezadaptacyjnnymi schematami poznawczymi. Brzmi abstrakcyjnie? Niekoniecznie, wystarczy popatrzeć na młodych dorosłych (19-24 lata), mających całe życie przed sobą i nieograniczoną wręcz potencjalność, a którzy wybierają swoich partnerów życiowych wmawiając sobie nieraz, że nie zasługują na kogoś lepszego, bądź przerażeni perspektywą samotności desperacko próbują jej zaradzić.
Wchodzimy w dorosłość zintegrowani pierwotnie, nie odczuwając większych konfliktów wewnętrznych, kierując się trochę sztywnym czarno – białym myśleniem i zasadą wszystko – albo – nic. Jednakże etap ten zostaje podważony przez rzeczywistość. Związek, który miał być szczęśliwy okazał się tragedią. Cechy, które nabyliśmy w dzieciństwie nie przyniosły wyczekiwanych i obiecanych nagród. Praca, którą podjęliśmy jako przejściową, stała się centrum życia przez ostatnią dekadę. Obojętny jest powód.
Czy możemy pozwolić sobie na kryzys w życiu?
Istotne jest budujące się poczucie niższości wobec samego siebie, rozczarowania i wstydu. Przeżywanie tych uczuć prowokuje pewną intelektualną reakcję: możemy świadomość o własnym niezadowoleniu odrzucić (i próbować żyć w ten sposób dalej) bądź poddać się procesom dezintegracji. Co to oznacza? W skrócie, pozwolić sobie na pełnoprawny kryzys w życiu. Brzmi nierozsądnie, prawda? Nieodpowiedzialnie. Od dziecka bowiem jesteśmy poddani społecznej tresurze, że na kryzys nie możemy sobie pozwolić. Należy otrzeć łzy, zacisnąć zęby i „starać się to jakoś wszystko naprawiać”. Takie słowa – zaklęcia istnieją w obiegu codziennych relacji na porządku dziennym. Ba, nawet część środowiska psychologów gotowa jest przytaknąć takiemu prowizorycznemu „samoleczeniu”.
Kryzys ze wszystkimi jego objawami jest przerażający. Nikt nie lubi jak mu się życie rozpada na kawałki, jak wizja przyszłości rysuje się w czarnych barwach. Oznakami szalejącego już kryzysu często są zaburzenia adaptacyjne, stany lękowe i depresyjne, rozwody i separacje partnerów, wzmożona chwiejność emocjonalna, zmienność nastrojów, używanie alkoholu czy środków psychoaktywnych. Należy w tym miejscu podkreślić wyraźnie, że nie pochwalam nadużywania różnych substancji, czy nie zachęcam do autocierpienia przez poszukiwanie np. stanów depresyjnych. Nie.
Kryzys jest wpisany w rozwój osobowościowy
Uważam jednakże, że kryzys jest wpisany w rozwój osobowościowy, a objawy w kryzysie, choć przerażające, są naturalną częścią całego procesu. Tym co silnie sugeruję, jest wyjście poza perspektywę dnia dzisiejszego w kryzysie. Niestety, wszyscy panicznie boimy się chaosu, jaki towarzyszy kryzysowi. Większość ludzi dąży do pewnej stabilizacji zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Uważam, że taką stabilizację, jako „zjawisko typowo ludzkie” można wartościować ze względu na poziom wewnętrznej autonomii i integracji.
Być może miałaś „szczęśliwe życie” przez dziesięć lat, aż doszło do odkrycia, że mąż Cię zdradza. Życie jakie znałaś do tej pory przestało istnieć z dnia na dzień. W rozumieniu Dąbrowskiego, te „szczęśliwe” dziesięć lat było Twoją integracją pierwotną. Być może miałaś szczęście, którego nawet sama nie wybrałaś. Nie ma przypadków między ludźmi. Nieprzypadkowo nie zauważyłaś oznak zbliżającego się kryzysu. Nieprzypadkowo związałaś się z takim mężczyzną. Chcę na marginesie podkreślić, że nie relatywizuję tu zdrady. Zdrada jako pogwałcenie zaufania między partnerami, jest zawsze odpowiedzialnością jednego z nich. Jednakże, odpowiedzialność za stworzenie relacji, w której doszło do zdrady, dzielona jest przez oboje partnerów. Aktywne budowanie takiej relacji przez te przykładowe dziesięć lat, jest wyrazem integracji pierwotnej. Tak samo jak pozostawanie w pracy poniżej naszych możliwości, wiązanie się z osobami poniżej oczekiwań, życie bez zabezpieczenia finansowego i wiele innych.
W kryzysie możesz wybić się i ruszyć na nowy poziom
W pewnym momencie zintegrowana pierwotnie osoba nie radzi sobie z rzeczywistością. To co było adaptacyjne w wieku 20 lat, nie jest już takie, gdy masz 30 czy 40. Tym na co zwracam uwagę Czytelnika, to powiązanie między charakterem jaki nabywamy mniej więcej w okresie młodej dorosłości, a koniecznością wystąpienia kryzysu na późniejszym etapie. Stabilizacja w fazie pierwotnej integracji jest pozbawiona wyboru, automatyczna i nudna. W niczym nie przypomina stabilizacji wynikającej z integracji wtórnej z jej autonomią, samoświadomością i bezkompromisowością. Od tego jak myślimy o kryzysie, od działań jakie podejmiemy w kryzysie, zależeć będzie kierunek naszego rozwoju – bądź to ku większej niezależności, bądź ku jeszcze głębszym ograniczeniom.
[1] K. Dąbrowski (2021), Dezintegracja pozytywna, Państwowy Instytut Wydawniczy, str. 40